51. Jax Miller "Mam na imię Freedom".
S łuchajcie uważnie. Ok. Poprawiam: uważnie czytajcie . Przed Wami książka nad książkami w mocnej literaturze. The best of the best. Po prostu bije Cobena, Ludluma a nawet Kinga. Bo nie ma rzeczy zbędnych. Bo fabuła nie jest jednolita. Nie umiem dobrać odpowiednich słów. Nie wierzcie bzdurom, które zaczynają książkę: Nazywam się Freedom Oliver i zabiłam swoją córkę. P o przeczytaniu tego pierwszego zdania stwierdziłam: "oho, kolejna nudna, psychologiczna powieść". Błąd na błędzie. Książka nie była ani kolejna, bo jeszcze nigdy takiej nie czytałam, ani nudna, bo potrafiłam odmawiać sobie wieczorem snu, by dowiedzieć się co dalej, ani nie była powieścią psychologiczną. Niby thriller, ale ja bym jej nie odmówiła łatki kryminału. Ale ja się na tym nie znam. Ja jestem zwykłym, szarym czytelnikiem i mi się ta książka po prostu szalenie podobała. T a książka jest o wszystkim: o trudnej rodzinie, o mafii, o adopcji, o sekcie, o schizofrenii......